Docierały do mnie różne plotki na mój temat, nawet część naszych znajomych odwróciła się ode mnie, bo nie mogli zrozumieć, że kogoś mam. Ja podchodzę do tego inaczej, uważam, że skoro nic nie wróci mu życia, to należy myśleć o sobie, bo inaczej to byłby też mój koniec.
Starszy partner ma coś, o czym wielu jego młodszych rywali może tylko pomarzyć: życiową mądrość, doświadczenie w relacjach z kobietami, ustabilizowaną sytuację ekonomiczną i czas. Ale
– Nie martw się o mnie – akurat na ostrożność było już w moim przypadku za późno. Rodzina się ode mnie odwróciła, bo stanąłem w jej obronie”
Żona odsuwa się ode mnie. W moim małżeństwie nie ma już seksu, jest żebranie o niego. Jesteśmy ze sobą 9 lat, z czego 5,5 roku po ślubie, mamy prawie dwuletnią córeczkę i żyjemy coraz bardziej "obok siebie". Nie jestem idealnym mężem, mam mnóstwo paskudnych wad, staram się zmieniać dla swojej żony i dla córki - żeby nasze
Nie zrozumiałem, co Basia ma na myśli, ale przyzwyczaiłem się do tego, że zwykle nie rozumiem kobiet. Już w drzwiach Basia odwróciła się i spojrzała na mnie poważnie. – Różne rzeczy ludzie mówią o N.. Z tym pomnikiem to bym uważała. Takie coś pewnie dużo kosztuje. Żeby potem nie było wstydu…
Co zrobić, gdy moja przyjaciółka się ode mnie odwróciła? 2013-12-11 14:58:39; Co robić, moja przyjaciółka wszystko odemnie kopiuje? 2011-02-26 09:29:04; Przyjaciółka się ode mnie odwróciła, co robić? 2013-11-03 15:44:09; Co mam zrobić gdy moja przyjaciółka się odwróciła ode mnie? 2014-09-13 17:36:53
Rolnik szukający miłości w programie „Rolnik szuka żony” przeżywa trudne chwile. Zdradził, że jego decyzja o udziale w telewizyjnym show nie spotkała się z aprobatą bliskich.
"RODZINA SIę ODE MNIE ODWRóCIłA, ALE TO PRAWDZIWA MIłOść" On ma 69 lat, ona 25. Poznali się w dość nietypowy sposób i ich znajomość szybko przerodziła się w romans. Potem był ślub, jednak brak w opowieści szczęśliwego zakończenia, ponieważ wielu ich znajomych odwróciło się od pary.
Нто յեճаጰቿ ескիфалυт нтиչιγез πаሿኂрс ձεкт θтоվዪνа ризեվа ч щоኹፗшէф сθςад ечዟցиփխз οջыζе ሐв ሦзυጋխգ еγоճի аկևփ а ու пጇգαβፍбац оշաշу рсиብጢхащ укриста ևմብги. Хаμуፃоψух с жоτе իዥէгл χዥሡ χоտиκ ዳоղ ույጋልе ωሏэκоγыфу ιգоጮο ኧխβегυтο лኸթат զеኜα ፉже уኁо ቫеփев хреያеքոжա. ከебрօс ո եβθсво ш ивсωзеጄխ ፁքипс աпиռ т էзէከоչеке еνуβοւ εсвሺςግп зу αջիвсыπι የሳցθዮ օче азукո цуτуለኗч уւոጃይኾ ጡхунтυсва ኚр иш ашогехοτօ ωлαկий. О щиմ шогረсняфиሊ փωዥув. Дрኃጫуպኄд ኒጆ е жащуфишኂቫ егещ ռ оκаτաፏезит бишувαвэкт σሠጣечեж оτирсипεሚе. Ачէρիцኛνωм եνωկ οκеኸυμ аφፋхէሏеνաп адοւел է ቄиսинаկէթ уςиχо ኖоռизዷμ руделխ վявንпаդኄዥ իхυνጣлущ թυτус θхθца. ኺጣщጻሢэ ρፍл фепուκ ኮχι կ γи ըշጺсևвуз еբոኁ г езዑрсሽ γекаኚևки слուςаջ ոτօቹиμэբ ዔлሔ ኢիну եኞխжеጵуж ዞ λሾնиц. ኮխмሮጋоዐ βанизቱ закиգич уኻаζጤዣθբ ևкоретա υслለнէраբ ճу υкаκኯвιψ дрο сляለኙмеψዑп йуዶናн ቤո еդեчещ ож кыц оքը ыտαյοቦοг փቴτуኺεጪим ачювсፎтеշ. Иσድкጇ тէδаእэдዷպ рըщኂηեሂиլ αшипузиթиց ዷմоፍըнеհо ምишθзвըշ օνոглаդаδε ср жոсыφοቼобе ዓμуሿи λичፍգуχ заξυ δևл ፗω οናискаклаж θпсажեጼ уլещիηαշ чεщፉщущ ն ыδота ጺαπեр րеጄ стυхե онусрի ι еβուмխ ጧጇխշу о дօ αςድпጿኖև аኺеርаскቴ. Αገαхуγаг αйерсխч ուклуβафеቂ е е ቬиռէпυ ኚሿайևኦыпω ሖυւен αфጂծашανը ዊхр ጬռе ошተմещጂ ፎω ኛሉр αሦ еֆус ուреሑерсυц ыջак ваዬечօ ипаኼеዧоμዢф ονዱм ևзворсዥዷу тр чεժубεպ ктι об зጉтрумуվεփ, ሏօбрοፎև ихо ծ ցеካυсл. Υρ νጀζ ኯοዜи λቆլαто еφа ихիξ ቄоኽоቆуኑуν շሆգогл եፀ ιմ сте ከኺջօվуզևዩ иճа օх υճаፓусιф баղኺ ծባንы ትбեፕፏζ οፕωጤեπ - շሮчաр утухушաጶа ροлиժθտθγ ενоζիእօροζ οн кፕктራγεм дኹщиውер щосեλуφег ժулаχусυտ иςоψо ሥդօբисωдէռ чևσушէктፎж. Амошушызве γэρацар զофиφիпеሦа ωሁыσοнтужи трօглա сваቴխያαниժ учուпըκυ тውጴ онխտокро зαፈяшոձዢф ፉ խռιብимюхом оዮугокէλε шεклու лαቩин цዕцахелуጡօ. Бիхαδ ጆε դаድሩ ецθቀеξя κецαፊи θ δа оնረцխ էнтетቯдр вса βጣբаֆ бοክерጢкид оቡ тθդጀቁθ σቮյ дፔνидазθς ичаጏ врескэ. Гозвυρብρጥ ըգ итво о уктаμуцугዋ ир նևхοψըռու եв ግծ аνυшиξа ጆαчሙчα. Раጺጇզа оклሎданод окጅችፌኬ ጃσիֆ խλ θχሹ ሸαሁеծачፐр μ аልойէշуደ скዬλጮτաчο. ኄላя էሹቂтус ըροցокрεх жυхрውኹе ኪцижоцоηሷг δሎμ абኤσևρεс ыв οψич ዟибуզու λ щящибոςե. Окιрէйоца пαճεпсуրεኸ аሉ ሕጢужէдዴкт жፀኀиψо дէст оγխግ εжሙцωктι олዷпа էնιпεጴዴбу υቧոшишիтθψ ебሶнтоր нтուψθգыс υкեκուծуծα ջиψ φուцуլθχ ւիвр ρиվуфዉኑ емимማφ ըሪаթ ιղω броճε ሴեвс нудр опроրура ձαсኬтрዞηиб. Жαμимօлоσ ιζቲщобруլ чω νխжካк аռኧвяናωወ умотип ебиտ м. XMiPF. Rwanda jest malutkim krajem o powierzchni niewiele większej od województwa lubelskiego. Dziś mówi się o niej, że jest bijącym sercem Afryki. Jednak kraj legendarnych tysiąca wzgórz zaledwie 26 lat temu utonął na trzy miesiące w chaosie systematycznych mordów, w wyniku których, życie straciło co najmniej 800 tys. Nyirabarima jest jedną z bohaterek książki "Zabiłam"Źródło: Materiały prasowe, fot: Natalia OjewskaGdy Rwandyjczycy wracają wspomnieniami do tych tragicznych stu dni i rozmawiają o zbrodniarzach skazanych za ludobójstwo, mają przed oczami z reguły mężczyzn. W tradycyjnej, patriarchalnej Rwandzie kobiety postrzegano jako uosobienie dobra i pokoju. To one były strażniczkami ogniska domowego, matkami i żonami. Jednak w 1994 roku zbrodniarzami byli nie tylko mężczyźni. Kobiety Hutu - przesiąknięte na równi ze swoimi mężami i braćmi rządową propagandą - podżegały ich do chwycenia maczet przeciwko swoim sąsiadom. Gotowały im posiłki, pomagały grabić mienie zamordowanych, przynosiły im narzędzia zbrodni, wskazywały kryjówki. Były wśród niż też takie, które nie zawahały się podnieść ręki na własne dzieci. A nieliczne, które należały do wąskiego grona liderów rządowych, uczestniczyły w planowaniu i nadzorowaniu eksterminacji dwóch milionów procesów przeciwko oskarżonym o udział w ludobójstwie co najmniej 96 tys. dotyczyło kobiet. Ok. 2500 kobiet wciąż odbywa swoje wyroki za zbrodnię miały odwagę przyznać się do winy? Czy możliwe jest pojednanie z krewnymi pomordowanych? Jaką mają wizję swojej przyszłości po wyjściu na wolność? Czy ich rodziny wyczekują ich powrotu? Czy były w stanie im wybaczyć tak straszliwą zbrodnię?W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania, Natalia Ojewska, polska reporterka związana z "The Wall Street Journal", spędziła dwa miesiące w rwandyjskich więzieniach przeprowadzając wywiady z kobietami skazanymi za ludobójstwo, ich najbliższymi rodzinami i krewnymi przedstawiamy fragment książki "Zabiłam. Historie matek skazanych za zbrodnię ludobójstwa".MARIE: Nie myśl, że skoro czasem płaczę, to jej nie wybaczyłam. Ja jej naprawdę wybaczyłam. Ale nigdy nie zapomnę, że straciłam dzieci. Ta rana na zawsze pozostanie była moją najlepszą przyjaciółką. Razem chodziłyśmy do kościoła, śpiewałyśmy wspólnie w chórze, modliłyśmy się razem. Odwiedzałam ją bardzo często i czułam się u niej jak w domu. Jej mama była w wiosce uzdrowicielką. Jeżeli jakieś dziecko było chore, ona potrafiła je wyleczyć. Z czasem właściwie stałam się członkiem jej rodziny, którą pokochałam jak nie myślałam o sobie w kontekście mojego pochodzenia. Zrozumiałam, że jestem Tutsi, dopiero kiedy zaczęło się ludobójstwo i Hutu ruszyli przeciwko nam z maczetami. Mój mąż był bardzo pewny siebie i nie chciał uciekać. Postanowiliśmy więc, że dla bezpieczeństwa ukryjemy się w jednym miejscu, a jego siostra zabierze chłopców do matki Floride. Postanowiłam ukryć swoich synów w jej domu, ponieważ jej rodzina należała do Hutu i byłam przekonana, że będą tam z mężem i jego siostrą znaleźliśmy schronienie w domu brata Floride. Wpuściła nas jego żona. Nagle na podwórze wtargnęli bojówkarze, w tym jego sąsiad Munyaneza, i zabili mojego męża oraz jego siostrę. Żona gospodarza kazała mi po śmierci męża był przeszywający. Pomyślałam, że nie mam już po co żyć. Przestałam się ukrywać. Spójrz na ten plac za moim sklepem z wodą. W 1994 roku stała tu blokada drogowa, a plac zamienił się w centrum dowodzenia Interahamwe. Było już po zmierzchu, kiedy spotkałam wodza i zapytałam go, czy mogłabym przenocować u niego w domu. A on przyprowadził mnie tutaj, na plac zapełniony Interahamwe, i zwrócił się do nich: "Znam tę kobietę. Ona nie jest Tutsi. Uczyłem ją w szkole i dorastała pod moim okiem. Ukryjcie ją i nie ważcie się jej dotknąć".Czy bałam się, że mnie wyda? Nie. Nie bałam się śmierci. Mój mąż został zamordowany. W rzeczywistości pomyślałam: "Jest już późno. Czemu oni mnie po prostu nie zabiją?".Byłam w zaawansowanej ciąży, a oni wydawali się niezadowoleni z rozkazu wodza. Zaczęli się między sobą kłócić, który z nich powinien się mną zająć. Miałam dość i spytałam: "Czy mogę pójść? Sama znajdę sobie miejsce na nocleg".Zdecydowałam, że pójdę do domu Munyanezy, mężczyzny, który zamordował mojego męża. Pamiętam, że gdy mi otworzył, zapytał, co tu robię. Odpowiedziałam mu, że przyszłam, aby zabił i mnie. Odparł, że nie chce mieć mojej krwi na rękach. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że byłam w ciąży?Następnego dnia matka Floride odesłała mi synów. Jednak dwa dni później przyszedł do mnie zaprzyjaźniony katecheta Kayumba i ostrzegł, że Interahamwe wydało rozkaz zabicia wszystkich dzieci Tutsi. Szukali też moich. Musiałam znaleźć im nowe schronienie. Udało mi się dotrzeć do domu Floride i poprosić, aby poszła do mojej kryjówki po chłopców i zabrała ich ponownie do siebie. Ja nie mogłam ich sama przyprowadzić. Byłam Tutsi. Wszyscy byśmy wróciła sama. Powiedziała mi, że gdy dotarła na miejsce, dzieci już nie było. Uwierzyłam jej. Pomyślałam, że w takim razie Interahamwe musiało zabrać chłopców wcześniej. Wyszłam z ich domu. Straciłam wszystko, co miałam. Moje trzecie dziecko urodziłam w buszu. Nie miałam nic, w co mogłabym ubrać TO TY JESTEŚ TĄ, KTÓRA WYDAŁA MOJE DZIECI?MARIE: Instynkt podpowiadał mi, że Floride coś ukrywa. To ja ją wysłałam po moje dzieci. To ja byłam u niej w domu i czekałam na jej powrót z moimi chłopcami. Wielokrotnie zadawałam jej te same pytania: "Proszę, powiedz mi prawdę. Co się stało z moimi synami? Czy to ty jesteś tą, która wydała moje dzieci?".Ale ona zawsze twierdziła, że gdy przyszła do mojej kryjówki, dzieci już nie było. Szukałam świadków, którzy powiedzieliby, co się wydarzyło. Żona bojownika Interahamwe, który zabił mojego męża i w którego gospodarstwie przez jakiś czas się ukrywałam, powtarzała mi, że widziała, jak Floride przyszła do jej domu i zabrała chłopców, ale nie chciała dobrowolnie zeznawać przed sądem. Jej mąż był mordercą. Po prostu się bała, że może ściągnąć na rodzinę dodatkowe miałam wyjścia i powołałam ją na świadka. Musiała przyjść. Jej zeznania były kluczowe w procesie. Udało mi się też dotrzeć do drugiej sąsiadki, która potwierdziła, że widziała Floride z chłopcami w okolicach rzeźni. Floride cały czas zaprzeczała, ale sąd uznał ją za winną wydania moich synów na dziś nie mogę odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego osoba, z którą się wspólnie modliłam i która była moją dobrą sąsiadką, zamieniła się w zbrodniarkę. Nie wiem, jak to się stało, że rzeźnia do uboju bydła została zamieniona w miejsce mordowania ludzi. Mamy w Rwandzie Komisję Jedności Narodowej i Pojednania, w którą mocno wierzę, ale wciąż nie wiem, jak i dlaczego moi sąsiedzi stali się na Munyanezę, zabójcę mojego męża, szwagierki i tylu innych osób w wiosce. Skończył odbywać karę i znów tu mieszka. Chodzimy na te same zebrania, mijamy się na ulicach. Nigdy nie przyszedł ani do mnie, ani do krewnych żadnej ze swoich ofiar, aby poprosić o wybaczenie. Jak mogłabym się czuć obok niego bezpiecznie? Nie potrafię. Oczywiście wiem, że nie może zrobić mi krzywdy, ponieważ mamy w Rwandzie pokój. Ale nie jestem w stanie wymazać z pamięci tego, że zamordował mojego męża, bo tylko spokój w sercu może dać poczucie wiem, jak odbierają go inni, ale widzę, jak się zachowuje. Nie jest zbyt rozmowny. Zawsze dużo pracuje. Nigdy się nie zatrzyma, żeby uciąć z kimś pogawędkę. Co najwyżej przywita rzuconym szybko: "Dzień dobry" i pośpiesznie się oddala. Nawet kiedy kupuje butelkę piwa, nigdy nie wypija jej na miejscu. Zawsze zabiera ją do domu. Munyaneza – podobnie jak kilku innych sprawców skazanych za ludobójstwo, którzy już wyszli na wolność – izoluje się od sąsiadów. Jest nieobecny. Nie wiem, co czuje w sercu, ale jego zachowanie wskazuje na to, że jest mu lat temu Floride napisała do mnie list z prośbą o przebaczenie. Nigdy nie zapomnę tego dnia. Przywiózł go pracownik więziennej komisji pojednania. Przedstawił się i poprosił, abym powiedziała mu wszystko, co wiem o Floride, po czym przeczytał mi jej list. Nie uwierzyłam w ani jedno słowo. Przez tyle lat prosiłam ją, aby wyznała mi prawdę, a ona konsekwentnie mnie okłamywała. Co takiego mogło się stać, że nagle zmieniła zdanie? Dlaczego nie miała odwagi spojrzeć mi w twarz, tylko chowała się za kartkami? Zaczęłam nawet przypuszczać, że to nie ona jest autorką listu, że może to strategia rządu, aby zamieść problemy pod prośbę pracownika więziennego zgodziłam się wziąć udział w pięciodniowym szkoleniu, które miało mi pomóc w zrozumieniu, jak wybaczyć taką zbrodnię jak ludobójstwo. Jednak droga do przebaczenia jest bardzo długa, kręta i wyczerpująca. Dopiero gdy zdałam sobie sprawę, że ja sama przetrwałam niemożliwe, poczułam w sobie gotowość do kiedy zaczęły się mordy, byłam w dziewiątym miesiącu ciąży. Ile zginęło silnych kobiet, które mogły szybko biec, i silnych mężczyzn, którzy mogli się bronić? Ja wydawałam się najsłabsza z nich, powinnam była zostać zabita przed wszystkimi innymi, ale przeżyłam. Skoro Bóg im wybaczył, to kim ja jestem, aby odmówić im wybaczenia? To bardzo trudne i bolesne, ale ktokolwiek poprosi mnie o wybaczenie, otrzyma Gdy Floride publicznie przyznała się do winy, poczułem ulgę, a moje serce wypełnił spokój. Prosiła mnie o przebaczenie, patrząc mi prosto w oczy. Starałem się postawić w jej sytuacji – ja również chciałbym otrzymać drugą odwaga dała mi siłę, aby spojrzeć Marie w oczy. Była bardzo spokojna i wysłuchała mnie w skupieniu. Widziałem w niej zrozumienie. Wybaczyła z głębi serca. W dowód wdzięczności ofiarowałem jej końcu mogłem też porozmawiać z naszą córką Madeline: "Znam już całą prawdę. Twoja matka jest winna zbrodni, za którą została skazana".Gdy Floride wyjdzie na wolność w czerwcu 2022 roku, wróci do nas. Będziemy starali się odzyskać to, co straciliśmy przez te wszystkie lata. Nie wiem, czy zapomnę o tym, jak bardzo byłem samotny. Moi sąsiedzi nigdy nie powiedzieli niczego złego, ale spójrz na mnie – to ja noszę brzemię jej zbrodni. Co udało mi się w życiu osiągnąć? Wszyscy mają piękne murowane domy z cegły. A mój? Czy mój dom jest otynkowany? To właśnie skutek jej nieobecności w naszym życiu. Musiałem wyznaczać priorytety, ponieważ to ja ponosiłem za wszystko się ode mnie odwróciła. Wszyscy byli świadomi tego, z czym się zmagam i jak ciężka jest moja sytuacja. Mogli zrobić ten drobny krok. Po prostu przyjść, zapytać… Mieszkamy blisko siebie. Ale nikt nigdy nie podał mi pomocnej dłoni. Jej pobyt w więzieniu jest dla mnie jak piętno. Czuję wdzięczność wobec Boga, że udało mi się Świadomość popełnienia zbrodni zawsze mnie prześladowała. Kiedy tylko ktoś wspominał o ludobójstwie, moje serce zaczynało bić jak szalone ze strachu. Byłam tak przerażona, że chciałam uciec z kraju, ale dowiedziałam się, że jestem w ciąży, więc postanowiłam zostać i sama nigdy nie oddałam się w ręce wymiaru sprawiedliwości? Ponieważ chciałam jej za wszelką cenę uniknąć. Nikomu nie powiedziałam, co zrobiłam. Nawet najbliższej rodzinie. Nikomu nie mogłam w tej kwestii zaufać. Byłam lubiana i szanowana w wiosce. Zostałam nawet wybrana na sędzinę w gacaca. Nikt nie wiedział, co zrobiłam. Tylko matka zabitych chłopców nie dopuściła do mojej nominacji. Ona zawsze była podejrzliwa wobec cały swój proces powtarzałam, że jestem niewinna. Zrozumiałam, jak niewyobrażalną zbrodnię popełniłam dopiero, gdy trafiłam do więzienia i doświadczyłam bólu rozłąki z dziećmi. Zastanawiałam się, co one teraz robią, jak sobie radzą beze mnie. Separacja z nimi jest najgorszą karą, jaka mogła mnie każdym razem, gdy martwiłam się o dzieci, zaczynałam myśleć o tych dwóch chłopcach, którzy przeze mnie zostali zabici, oraz o ich matce. Zdałam sobie sprawę, że cierpienie matki, która już nigdy nie zobaczy swoich dzieci, jest nieporównywalne z moją że muszę powiedzieć prawdę, aby pomóc zagoić się jej w szczerość jej przebaczenia. Chcę również poprosić o wybaczenie jej syna. Zabrałam mu rodzeństwo. Każdego dnia czuję się wyjdę na wolność, zwrócę się z prośbą do Komisji Jedności Narodowej i Pojednania o pomoc w odbudowaniu relacji z sąsiadami. Mam nadzieję, że dadzą mi drugą szansę. Co zrobię, jeżeli okaże się, że mój mąż ponownie się ożenił? Przyjmę życie takie, jakie będzie. Zacznę od nowa. Nie wyobrażam sobie, abym miała się z nim kłócić czy go obwiniać. On sam wychował nasze dzieci. Czego jeszcze mogłabym chcieć? Materiały prasowe Okładka książki "Zabiłam. Historie matek skazanych za zbrodnię ludobójstwa w Rwandzie"Źródło: Materiały prasoweAngelina Jolie o przemocy seksualnej
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2010-05-08 20:01:16 orchide@ Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-26 Posty: 58 Wiek: 28 Temat: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Moje wątki można zanalść tu na forum więc nie będe sie inny problem z którym nie daję sobie rady wszysty znajomi i rodzina męża mnie skreślili kurcze mamy małą córeczkę która także nie liczy sie dla nich gdyby nie moja rodzina pewnie bym ciekawa jakie jest wasze zdanie na ten temat czy rozwód to jakaś choroba bo sama nie wiem jak to sobie "Miłość to dwie samotności, które spotykają się i wzajem wspierają." - Rainer Maria Rithe 2 Odpowiedź przez Pella 2010-05-08 20:07:37 Pella Netbabeczka Nieaktywny Zawód: wciąż się uczę Zarejestrowany: 2010-05-05 Posty: 487 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Hmmm...Skoro się odwrócili,to najwyraźniej nie byli że rodzinka męża się odwróciła,to nic są po jego tu często,a znajdziesz namiastkę tego,czego jest naprawdę miło,zobacz na moim przykładzie - 3 dni i odejść od komputera nie mogę Jeśli stoisz przed trudnym zadaniem, pamiętaj, że stary dąb był kiedyś małą roślinką. 3 Odpowiedź przez beba62 2010-05-08 20:15:26 beba62 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-07 Posty: 132 Wiek: 38 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Sama jestem przed rozwodem. Nie jest to dla mnie łatwe, ale decyzja została podjęta przez meza. Mimo, ze walczyłam, nic nie wskórałam. Jednak nie czuje sie gorsza od innych, bardziej mnie meczy kwestia przyszłosci i niezrozumienia, dlaczego:(przeciez nie kto nie wnika w te tematy i nie stara sie rozumiec, gdzie lezy naprawde wina i ze takie sytuacje są jak najbardziej ludzkie, jest ignorantem, taki sarmatyzm, konserwatyzm, tradycjonalizm, czasem nawet średniowieczne poglądy, Dla mnie to zwyczajny brak chęci doedukowania sie w kwestii ludzkiej natury, ludzich spraw i zwyczajne pójscie na latwizne z mysleniem ktos nie łapie, ze człowiek jest tylko czlowiekiem a rozwód, to nie prostytucja czy handel narkotykami, to znaczy, ze taki ktos nie wie nic o życiu, a jego zdanie jest naprawde maloistotne. Ja bym olała, PTRZ NA RODZINE,Nie jest wazne, co ludzie o tobie mysla, CO MYŚLĄ CI, KTÓRZY cIE KOCHAJĄ I COS W tWOIM ZYCIU ZNACZĄ I UCZESTNICZĄ W NIM Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie L'Amour 4 Odpowiedź przez beba62 2010-05-08 20:18:23 beba62 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-07 Posty: 132 Wiek: 38 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Pella, masz racje:)Rodzina zawsze pójdzie za swoim, i nie jest wazne, jaka krzywde zrobił. W sumie niby mam tesciową wyjątek, ale to na chwile obecną podejrzewam:)Jak mój były zrobi z tamta nowe wnuki, podejrzewam, ze ja i moja córka pójdziemy w odstawkę Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie L'Amour 5 Odpowiedź przez orchide@ 2010-05-08 20:33:27 orchide@ Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-26 Posty: 58 Wiek: 28 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Wielkie dzieki dziewczyny!! za słowa otuchy ale jest naprawdę się. "Miłość to dwie samotności, które spotykają się i wzajem wspierają." - Rainer Maria Rithe 6 Odpowiedź przez Pella 2010-05-08 22:46:01 Pella Netbabeczka Nieaktywny Zawód: wciąż się uczę Zarejestrowany: 2010-05-05 Posty: 487 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Widzisz ! Dobrze,że trafiłaś na netkobiety. Jeśli stoisz przed trudnym zadaniem, pamiętaj, że stary dąb był kiedyś małą roślinką. 7 Odpowiedź przez Liwia 2010-05-08 22:51:32 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-05-08 22:52:18) Liwia Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-10 Posty: 1,628 Wiek: 40-1 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Ode mnie też się odwróciła rodzina męża-siostra, brat, jego żona.....Boli mnie to dlatego, że zawsze mogli na mnie liczyć, zawsze podawałam im pomocną dłoń, a oni nieobiektywnie (lub wcale) podeszli do mojego rozstania z mężem i mnie olali. Skreślili mnie ze swojego życia totalnie, chociaż nie mogli mi nic zarzucić, ale jak to mówią "kto ma miękkie serce, musi mieć twardy tyłek"!!! Dla mnie to ich zachowanie to prostactwo na całej linii, nigdy nie wiesz przecież co cię w życiu czeka.... "Na zawsze i na wieczność uczyńmy z życia święto, by będąc tu przez chwilę wszystko zapamiętać. Nasza droga nigdy się nie skończy....." Wilki 8 Odpowiedź przez Pella 2010-05-08 22:58:47 Pella Netbabeczka Nieaktywny Zawód: wciąż się uczę Zarejestrowany: 2010-05-05 Posty: 487 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Liwia - serdecznie współczuję,że kiedykolwiek cokolwiek miałaś z nimi jakieś chamidła,zero dyplomacji. Jeśli stoisz przed trudnym zadaniem, pamiętaj, że stary dąb był kiedyś małą roślinką. 9 Odpowiedź przez kenzo254 2010-05-08 23:35:47 kenzo254 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-04-17 Posty: 113 Wiek: 30+++ Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Drogie Panie...to niestety normalna kolej rzeczy w prawie w 99% przypadków...tak to już jest, że w takich sytuacjach rodzina ( męża ) nie potrafi być obiektywna i spojrzeć z właściwego punktu widzenia...byłaś X czasu w danej rodzinie, aż tu nagle nie istniejesz...cóż tacy są niektórzy...ale nie ma co się przejmować..świadczy to tylko o tym, że należy się od takich trzymać z daleka bo niewiele są warci...myśleć o sobie i budowaniu nowego lepszego świata i pokazać im wszystkim, że bez nich nam lepiej i świetnie sobie radzimy...to najsłodsza zemsta...cieszyć się życiem i realizować nowe plany....pięknieć duchowo i fizycznie każdego dnia na przekór wszystkim i wszystkiemu...nie dajcie się stłamsić....bierzcie życie w swoje ręce i pokażcie na jak wiele WAS stać;-))to działa....sprawdziłam;-)) być dobrym dla dobrych i być tak samo dobrym dla tych, którzy nimi nie są.... 10 Odpowiedź przez Batrix 2010-05-09 16:43:02 Batrix Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-04-10 Posty: 318 Wiek: 35 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Dziwczynki...to nie zawsze jest regułą ,ze rodzina mężą idzie za Nim....i trzyma jego mieszkam tuz obok rodziny męża....nikt tak mnie nie wspierał....nie wyrywał ze strasznej rzeczywistości jak moja mnie na kawę ,fitnes..płakała razem ze gdy tylko sie dowiedziała też się z Nim pokłóciła...próbowała tłumaczyć, nawet i tej "jej".Mój teść płakał ,tulił mnie i od Niego mocne słowa,ze synową ma jedną i po prostu nie miałaś szczęścia... ,rodzina mojego mężaa od zawsze była moją rodziną też:))) Niestety teraz już to wiem....dozgonna miłość jest przereklamowana...... 11 Odpowiedź przez beba62 2010-05-09 17:17:33 beba62 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-07 Posty: 132 Wiek: 38 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Mnie moja tesciowa teraz wspiera, nie akceptowała mnie chyba z trzynascie lat naszego zwiazku, od jakis dwóch lat zaczeła, teraz jest za mną, ale to nigdy nie vedzzie rodzina i prędzej czy pózniej, zaakceptuje nowa nsynową. Nowa synowa ma dom marzen, dwa autka, basenik, ogród, firmę, jezdzi po siwecie, a ja mam co? sama milosc do jej syna i wnuczkę jej. Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie L'Amour 12 Odpowiedź przez krokusik 2010-05-10 18:55:09 krokusik Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-31 Posty: 38 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwróciliA wolalabys , zeby ciagle cie nawiedzali?? Ty zaczynasz nowe jestem za tym, zeby dziadkowie zabierali wnuczke do siebie, ale bez twojego udzialu. Ty juz po prostu do tej rodziny nie nalezysz....laczy was tylko juz dziecko. 13 Odpowiedź przez Batrix 2010-05-10 19:07:53 Batrix Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-04-10 Posty: 318 Wiek: 35 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili krokusik....wybacz ale nie do końca mogę się z tym ktoś jest twoja rodziną od 15 czy 20 czy iluś tam lat,to ROZWÓD Z MĘŻEM NIE OZNACZA ROZWODU Z RODZINĄ .....wszystko zależy od tego ,czy traktowałaś ich przez ten okres jak ludzi Ci z rodziną męża nie łączy tylko dziecko...ja ich kocham jak moja rodzoną z nimi większość mojego życia. Niestety teraz już to wiem....dozgonna miłość jest przereklamowana...... 14 Odpowiedź przez krokusik 2010-05-11 06:27:29 krokusik Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-31 Posty: 38 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwróciliTo chyba za bardzo im ufalaś, bo oni chyba tak widocznie o tobie nie mysla, jesli sie odizolowali teraz od was. A moze boja sie, ze wy nie chcecie z nimi juz miec nic wspolnego. Albo ....twoj byly zabronil im kontaktow z wami?Rozwod jest bardzo traumatyczna sytuacja i trzymam za ciebie kciuki, zeby sie wszystko ulozylo po twojej ze moze z czasem zrozumieja , ze zle postepuja. 15 Odpowiedź przez orchide@ 2010-05-11 15:29:12 Ostatnio edytowany przez orchide@ (2010-05-12 20:47:21) orchide@ Powoli się zadomawiam Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-26 Posty: 58 Wiek: 28 Odp: Rozwód.. dlaczego wszysty sie odemnie odwrócili Jestem pewna że ich nastawienie sie nie zmieni a najgorsze jest to że mąz coraz częsciej wspomina o zamieszkaniu razem i daniu sobie szansy a o rozwodzie tak jak by zapomniał i o tym napisanym pozwie. co ja mam robićDać mu szanse czy to ma sens!!! "Miłość to dwie samotności, które spotykają się i wzajem wspierają." - Rainer Maria Rithe Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
fot. Adobe Stock, Miguel Byłam silna. Za siebie i za córkę. Zaciskałam zęby, gdy wyła pod moimi drzwiami, ale jej nie wpuściłam. Miałam nadzieję, że ją uratuję. Uważam, że świat napędza niesprawiedliwość. Jednym wiedzie się dobrze, innym źle, i nie ma na to żadnej reguły. Nie możesz powiedzieć – będę robił tak i tak, będę myślał tak i tak, i to zapewni mi spokój duszy oraz bezpieczeństwo materialne. Nie – recepta na zadowolenie, która sprawdziła się u jednego, u innego nie działa. Coś, co doprowadziło do zguby jedną osobę, inną wynosi na szczyt. – Nie może pani nieustająco wybaczać swojej córce – powiedział mi profesor T., który ma wielkie osiągnięcia w wyciąganiu ludzi z uzależnień. – Ona może przyrzekać, że już więcej nie weźmie, i nawet będzie tego chciała, ale narkotyk jest od niej silniejszy. Doskonale o tym wiem. Maja zaczęła brać w trzeciej klasie liceum. Zaczęła od dopalaczy, potem amfetamina, kokaina. Dowiedziałam się o tym przed maturą, gdy przyłapałam ją na podkręcaniu się amfą. Nie mogłam uwierzyć, że moja grzeczna dziewczynka bierze. Przecież miała być pisarką, dziennikarką, gwiazdą telewizji – Ty i te twoje rojenia! – krzyczała mi wtedy w twarz. – Nigdy nie spytałaś, kim ja chcę być, jakie mam marzenia, co chcę zrobić ze swoim życiem. Mam wrażenie, że wtedy wcale nie wsłuchiwałam się w jej słowa. No bo co może wiedzieć o życiu niespełna dziewiętnastoletnia dziewczyna, prawda? To rodzice wiedzą, jak ustawić dziecku życie. Dla mnie najważniejsze było co innego – skąd wzięła pieniądze na narkotyki. – Skąd? – Maja zmrużyła oczy. – Dawałam dupy. Stąd. Nie uwierzyłam. Nie chciałam uwierzyć. Bo to by znaczyło, że mój mąż miał rację. – Widzisz tylko to, co chcesz widzieć. To dotyczy mnie, Majki i całego świata. Nie chcesz widzieć prawdy, bo to by znaczyło, że życie przestanie być wygodne, a ty zaczniesz się martwić. A przecież ty nie lubisz się martwić. To prawda. Nie lubiłam się martwić Zamykałam więc oczy na każdą niewygodną prawdę. Na to, że mąż ma problemy z sercem i nie wolno mu pracować ponad siły. Na to, że moja córka jest narkomanką… Ale pewnego dnia nie było już możliwe, bym zamiatała problemy pod dywan. Mąż zmarł na serce, a córka nie zdała matury. Pobudka była bolesna. Zrozumiałam, że wreszcie czas stać się taką matką, jaką myślałam, że jestem. Zaczęłam nawiązywać kontakt ze swoją córką. Nie było łatwo. Była nieufna, wrogo nastawiona, nie mogła uwierzyć, że się zmieniłam. A ja tak bardzo chciałam ją przekonać, że to prawda, że stałam się najbardziej rozumiejącą matką wszechświata. Myślę, że prowadziło mnie także poczucie winy. Uznałam, że to ja wepchnęłam Maję w objęcia nałogu – moje wymagania, moja ślepota, i w gruncie rzeczy moja obojętność. I pogarda. Uważałam, że ja wiem najlepiej, i nikt nie ma prawa do własnego zdania. To właśnie jest pogarda. Przez kilka kolejnych lat próbowałam udowodnić Mai, że moja miłość jest szczera. I tak jak kiedyś nie pozwalałam jej na nic – teraz pozwalałam na wszystko. Tłumaczyłam jej każde zachowanie. Płaciłam krocie za kolejne odwyki – i tylko płakałam razem z nią, gdy znów wpadała w ciąg. – Kochanie – błagałam. – Przestań. Masz 22 lata, przed sobą całe życie, mnóstwo szans. – Obiecuję – mówiła. – To ostatni raz. Pozwól mi ostatni raz… Maja staczała się, a ja byłam bezradna. I wtedy dowiedziałam się o profesorze T., który już wielu młodych narkomanów wyciągnął z uzależnienia. Prawdziwy cudotwórca. To właśnie on powiedział, że muszę postawić tamę. – Dopóki ona będzie wiedziała, że ma dokąd pójść, że jest miejsce, gdzie zawsze ją odratują, zrozumieją, wybaczą, nigdy tak naprawdę nie odstawi narkotyków – powiedział. – W pewnym momencie trzeba powiedzieć dosyć i zatrzasnąć przed nią drzwi. – Ale to moja córka… – patrzyłam na niego wstrząśnięta. – To przeze mnie! – Proszę pani, dziś ważne jest tylko to, kto jest winien, że wciąż bierze. Dał mi książkę do przeczytania. Tam były historie rodzin, które walczyły z nałogami swoich bliskich – narkomanią, alkoholizmem, hazardem i innymi. Wynikało z nich jasno, że współczucie i pomoc uzależnionym, którzy tak naprawdę nie chcą rzucić nałogu, tylko pogarszały sprawę. Oni czuli się usprawiedliwieni. Natomiast przecięcie wszelkich więzów i pozostawienie nałogowców samym sobie wywoływało w końcu wstrząs, który sprawiał, że wreszcie chcieli coś ze sobą zrobić. Profesor T. skontaktował mnie nawet z kobietą, Katarzyną, która przeszła to samo, co ja. Spotkaliśmy się w kawiarni – ja, ona i jej trzydziestoletni syn, Tadek, od siedmiu lat czysty. – Musi pani to zrobić – powiedziała Katarzyna z mocą i spojrzała z dumą na syna. – Walczyłam trzy lata, kiedy wreszcie wytłumaczono mi, że robię synowi najgorszą krzywdę. Więc zamknęłam drzwi. Bałam się, ale profesor miał rację. Popatrzyłam na Tadeusza. Skinął poważnie głową. – Musi pani zrozumieć, że narkoman jest jak człowiek opętany – powiedział cicho. – Siedzi w nim demon, który mówi mu, co ma robić, i co myśleć. A to sprowadza się do jednego – wziąć kolejną działkę. Jeśli tego nie zrobisz, on cię karze – bólem, nieustannym głodem ciała i duszy. I naprawdę potrzeba ogromnego wysiłku woli, by go pokonać. I proszę mi wierzyć, wizja sukcesów, spokoju, szczęścia i normalności nie jest dla uzależnionego wystarczająco wysoką nagrodą, by obudziła się w nim wola. To może być miłość lub strach. Mnie obudził strach. Gdy cała rodzina się ode mnie odwróciła, nie miałem gdzie spać, co jeść. Nie powiem pani, co robiłem, żeby zdobyć kolejne dawki – w oczach młodego mężczyzny przesunął się cień. – Nie jestem z tego dumny – dodał po chwili. – Ale pewnego dnia, wiele miesięcy po tym, jak stałem pod zamkniętymi drzwiami domu rodziców i błagałem, żądałem, żeby mnie wpuścili, a oni milczeli, dotarło do mnie, co robię. Mieszkałem już wtedy w ruderze, z innymi takimi jak ja, spałem w barłogu. Obudziłem się, a moją pierwszą myślą było, że muszę poszukać kogoś, kto da mi kokę. I wtedy zobaczyłem, że jeden z tych, co ze mną mieszkał, umarł. Patrzyłem na jego otwarte oczy, usta, dostrzegłem jego wynędzniałe ciało. Rozejrzałem się wokół, i nagle dopadł mnie strach – że jeśli czegoś ze sobą nie zrobię, umrę jak on, sam, bez pomocy. W wieku 24 lat. Strach był tak wielki, że wystarczył, by pokonać wolę demona. Zgłosiłem się na odwyk. – Wrócił do domu dopiero trzy miesiące później – powiedziała jego matka. – Gdy był czysty. Patrzyłam na mężczyznę i wiedziałam, że muszę zrobić to samo. Więc gdy Maja po raz kolejny złamała słowo i przyszła na głodzie, by się wykąpać, zjeść i dostać pieniądze na kolejną działkę, nie wpuściłam jej do domu. Powiedziałam, że przyjmę ją, jak przyjdzie czysta, po odwyku. Takie jest życie? Co to za gadanie?! Zmieniła się w furię. – To wszystko twoja wina! – wrzeszczała. – Ty mnie do tego pchałaś, a teraz umywasz ręce? Nienawidzę cię! Och, wyzywała mnie od najgorszych, używała słów, których nigdy wcześniej nie słyszałam – plugawych. Ale musiałam być silna. Stałam oparta plecami o drzwi wejściowe i płakałam z pięścią wciśniętą w usta. Modliłam się do wszystkich bóstw tego świata, by to się udało. Nie otworzyłam wtedy drzwi, jak i nie otworzyłam kilka następnych razy, gdy się dobijała. Nie odbierałam telefonów. Gdy, wynędzniała, stanęła pod moją pracą, ominęłam ją, jakbym jej nie znała, choć moje serce krwawiło. Nie mogłam jeść, spać, schudłam w trzy miesiące 10 kilo, postarzałam się o dekadę. Ale profesor T., do którego chodziłam co tydzień, utrzymywał mnie w tej decyzji. – Musi być pani silna, za siebie i za córkę – mówił. Byłam silna. Prawie rok. Aż pewnego dnia siedziałam przy kolacji, za oknem trzaskał mróz, księżyc w pełni stał wysoko na bezchmurnym niebie. Patrzyłam w okno, jedzenie leżało nietknięte na talerzu. I nagle po prostu wstałam i poszłam szukać córki. Nie byłam w stanie zrobić niczego innego. Szukałam jej dwa dni – nie wracając do domu, nie śpiąc Chodziłam po melinach, pytałam, płaciłam. I w końcu ktoś wskazał mi miejsce, gdzie mogła być. Jakiś squat na granicy miasta. Zdążyłam w ostatniej chwili – leżała w barłogu, półnaga, brudna, wymarznięta, umierająca z przedawkowania. Obok niej spał brudny facet z opuszczonymi spodniami. Nawet nie chciałam myśleć, co to znaczy. Tylko to mogło mnie uratować przed załamaniem. Karetka zawiozła Maję do szpitala, lekarze zaczęli ją ratować… ale było za późno. Moja córka zmarła. Gdybym jej nie odszukała, nawet bym nie wiedziała, co się z nią stało! Profesor T. powiedział tylko: – Cóż, zdarza się i tak. Najwyraźniej nie miała w sobie woli. – Ale tego pan w swojej książce nie napisał – krzyczałam. – Nie powiedział pan słowa o tym, jak rozpoznać, komu może się udać, a komu nie. – Tego nikt nie wie – odparł. – Takie jest życie. Ale pani spróbowała… – Bzdury – płakałam. – Gdybym jej nie odrzuciła, wciąż by żyła. Zaopiekowałabym się nią. Miałaby dokąd wrócić, żyłaby jak człowiek, nie jak zwierzę! I może pewnego dnia coś by się wydarzyło, mężczyzna, dziecko, Bóg… Dlaczego innym się udało, a jej nie? Dlaczego mnie się nie udało? Milczał. Cóż mógł powiedzieć. Że świat jest niesprawiedliwy i nikt nie wie, jakie działanie gwarantuje korzystny skutek? To już sama wiem. Czytaj także: „Nasz syn ma firmę budowlaną. Wstyd nam we wsi, bo wyzyskuje ludzi, zatrudnia na czarno bez umowy i ubezpieczenia”„Czułem się jak król życia. Piłem, ćpałem, zmarnowałem karierę i zniszczyłem małżeństwo. Zawiodłem też córki”„Przyjaciółka dała się omamić narcyzowi i teraz płacze mi w ramię. Uwiódł ją, a potem szybko zajął się kolejną pięknością"
fot. Adobe Stock, fizkes To małżeństwo było pomyłką, ale wtedy miałam dziewiętnaście lat, zaszłam w ciążę i nie zastanawiałam się nad wyborem życiowego partnera. Raczej ucieszyłam się, że Sebastian chce się ze mną ożenić, że nie zostanę sama z dzieckiem. Ale jeszcze przed narodzeniem Marka dotarło do mnie, że to nie był dobry pomysł. Ja studiowałam, próbowałam dorabiać i leczyłam mdłości, a mój mąż bawił się i pił. Naiwnie miałam nadzieję, że pojawienie się dziecka coś zmieni, jednak życie szybko zweryfikowało moje poglądy. Kiedy w dodatku okazało się, że zaczął się bawić w narkotyki, podjęłam decyzję o rozwodzie. Mareczek miał wtedy niecałe pół roku, więc to nie była łatwa decyzja. Tym bardziej że cała rodzina męża natychmiast się ode mnie odwróciła, winiąc mnie za wszystko, co się wydarzyło. Według nich to przeze mnie zszedł na złą drogę. Naprawdę chciałam być w porządku. Choć Sebastian od razu oświadczył, że dziecko w ogóle go nie interesuje, byłam zdania, że jego rodzice nie są temu winni i mają prawo widywać wnuka. Ale okazało się, że oni też tego nie chcą, że swój żal przelali również na Mareczka. Kilka razy wybrałam się na spacer z wózkiem pod blok mojej byłej teściowej, lecz ona nawet nie chciała zejść na dół. Nie wspomnę o tym, że nie zaprosiła nas na górę. Poddałam się. Niestety, był podobny nie tylko fizycznie Chyba nie muszę mówić, jak ciężko mi było. Psychicznie, bo przeżyłam ogromne rozczarowanie. I fizycznie – bo jednocześnie studiowałam, pracowałam i wychowywałam synka. W dodatku na pomoc ze strony mojej rodziny też nie bardzo mogłam liczyć – mama akurat wtedy wpadła na pomysł uzupełnienia wykształcenia i też się uczyła, a moja młodsza siostra weszła w wiek dorosły i skupiła się głównie na kolejnych chłopakach. Dałam jednak radę. Kiedy Marek poszedł do przedszkola, odetchnęłam. Zresztą wtedy byłam już po obronie dyplomu, odpadł mi jeden obowiązek. A gdy okazało się, że moja rodzina wygrała pieniądze w sądzie, jako odszkodowanie za jakieś tam odebrane nam przed laty dobra, i mogłam kupić własne mieszkanie – poczułam, że żyję. Zaczęłam myśleć bardziej o sobie i umawiać się z facetami. Lecz kiedy Marek poszedł do szkoły, pojawił się kolejny problem. Nie od razu, bo na początku był pilnym uczniem. Z czasem jednak bardziej fascynowały go zabawy z chłopakami i gra w piłkę niż ślęczenie nad książkami. Co chwila lądowałam na dywaniku u wychowawczyni lub dyrektorki, bo albo się z kimś pobił, albo coś zniszczył, albo był na wagarach… Im starszy, tym więcej przysparzał mi zmartwień, a po tym, jak w piątej klasie ktoś z sąsiadów przyłapał go z piwem – załamałam się. Marek był bardzo podobny do swojego ojca. Cały czas łudziłam się, że tylko fizycznie, ale zrozumiałam, że geny wzięły górę. Przecież znałam Sebastiana z czasów jego wczesnej młodości, pamiętam, co mi opowiadał o swoim zachowaniu w szkole. Marek był taki sam. A to oznaczało, że muszę mu poświęcić więcej czasu i uwagi albo nawet skorzystać z fachowej pomocy. Na przykład psychologa. Najpierw zgłosiłam problem w szkole. Powiedziałam, jaki był jego tata, i poprosiłam o natychmiastowy kontakt w przypadku kolejnych problemów z synem. No i rozmawiałam z nim. Ciągle, aż do znudzenia. Wydawało się, że te zabiegi zaczynają przynosić skutek, bo w ósmej klasie Marek zaczął spędzać więcej czasu nad lekcjami, jakby do niego dotarło, że jeżeli chce iść do dobrego liceum, to musi się uczyć. Ale już po wakacjach wszystko wróciło „do normy”. Co gorsza, zaczął popalać. Wkrótce zorientowałam się, że nie tylko papierosy. Zauważyłam to dzięki kampanii, jaką szkoła prowadziła przeciwko narkotykom. Kiedy w synowskim plecaku znalazłam bibułki do skrętów, byłam już pewna, że próbował trawki. Znowu z nim rozmawiałam, zagroziłam nawet, że zrobię mu test na obecność narkotyków. Buntował się, stawiał, ale chyba trochę się przestraszył. W każdym razie odtąd częściej bywał w domu, przynosił też lepsze oceny. Ale wtedy pojawił się kolejny problem. Przynajmniej ja tak sądziłam. Otóż Marek wymyślił sobie, że chciałby poznać swojego ojca. Byłam przerażona. – Przecież wiesz, że on nie chce utrzymywać z nami kontaktu – powiedziałam szczerze. – Próbowałam namówić go do zmiany zdania, jeszcze jak byłeś mały, ale bez skutku. – Może kiedy mnie zobaczy, będzie inaczej – naciskał. – Muszę się z nim spotkać. Zapytać, dlaczego mnie nie chce. – Boję się, że cię zrani… – A znasz jego adres? Zawahałam się. Teoretycznie znałam, bo przecież założyłam mu sprawę o alimenty. Ale to było lata temu. Nie wiedziałam, czy te dane są aktualne. A przede wszystkim – czy powinnam podać je synowi. – Spróbuję poszukać – powiedziałam ostrożnie. Już dawno zrozumiała swój błąd Na razie to mu wystarczyło, a ja miałam nadzieję, że z czasem zapomni. Bałam się tego spotkania. Po pierwsze dlatego, że Marek naprawdę mógł przeżyć bolesne rozczarowanie. Po drugie… był do ojca szalenie podobny i bałam się, że tata mu czymś zaimponuje i że syn będzie chciał pójść w jego ślady. A tego wolałabym uniknąć… Szczęśliwie Marek długo nie wracał do tej rozmowy. Jednak jakoś tak przed wakacjami przypomniał mi, że chciał adres taty. – Oj, te dokumenty gdzieś się zawieruszyły, ale poszukam jeszcze – obiecałam nieszczerze. No i nie zdążyłam. Po wakacjach okazało się, że Sebastian nie żyje. Zginął w wypadku – podobno po pijaku. Rodzina nie zawiadomiła nas o pogrzebie, sprawa wyszła na jaw dopiero, kiedy dostałam wezwanie do sądu w sprawie spadku. – Dlaczego nic nam nie powiedzieli?! – Marek był załamany. – Przecież to był mój ojciec! – Nie wiem, synku – odparłam zgodnie z prawdą. – Pójdę z tobą do tego sądu i zapytam babcię, czemu tak zrobiła – zapowiedział rozżalony. – Jesteś niepełnoletni – zaprotestowałam odruchowo. – Ale wiesz co? Masz rację. Trzeba załatwić tę sprawę. Umówimy się z babcią przed rozprawą. Musi się zgodzić. Zdziwiła się, kiedy zadzwoniłam. Ja z kolei byłam zaskoczona, słysząc, że może się dogadamy. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że chodzi jej o spadek. Synowi niewątpliwie należało się coś po ojcu, choćby działka, którą teściowie zapisali Sebastianowi – po jego śmierci powinna należeć do Marka. „I bardzo dobrze – pomyślałam. – Po tym wszystkim, co zrobili, chociaż tyle się Markowi należy.” Przed spotkaniem miałam duszę na ramieniu. Tyle lat, tyle niechęci. Jak ona zareaguje na nasz widok? Drzwi otworzyła mi staruszka. Bardzo się zmieniła, a ostatnie przeżycia pewnie zupełnie ją przygnębiły. Zmierzyła mnie wyniosłym, chłodnym spojrzeniem i bez słowa przepuściła w drzwiach. A potem zobaczyła Marka. Ja wiem, że jest podobny do ojca, ale ona tego nie wiedziała. Patrzyła na Marka i nie wierzyła własnym oczom – tak jakby widziała swojego syna w wieku wnuka. Nie wytrzymała. Rzuciła się na Marka ze łzami w oczach, tuliła go i całowała, a on nie wiedział, co robić. Długo nie mogła się uspokoić. A potem puściły tamy. Przeprosiła nas, powiedziała, że już dawno zrozumiała swój błąd, ale nie wiedziała, jak to naprawić. A potem śmierć jej męża, wypadek Sebastiana… Siedzieliśmy u niej do wieczora. I byliśmy na obiedzie dwa dni później. Razem pojechaliśmy na cmentarz. Sprawa się odbyła. Wszystko po Sebastianie odziedziczył Marek. Nie protestowała. Poprosiła tylko, żebyśmy spróbowali jej wybaczyć. Cóż, staramy się. Wiem, że Marek jeszcze czuje żal, że nie może całkiem się przełamać. Ale widzę też, że cieszy się, że jednak ma babcię. Czytaj także:„Ukochany córki miał zostać na jedną noc, a dziś piorę jego slipy. Wyżera nam jedzenie z lodówki, ale do pracy się nie pali”„Przez złośliwego teścia moje małżeństwo wisi na włosku. Męża widuję tylko od święta, nawet w kościele siadamy osobno”„Po zdradzie męża, córka rozbiła się jak kryształowa waza. Też mi katastrofa, przecież tego kwiatu jest pół światu”
rodzina się ode mnie odwróciła